Wizjoner czy szaleniec?
W 1984 roku twarz zaledwie 24-letniego Jarona Laniera pojawiła się (wirtualnie) na okładce czasopisma Scientific American. Mówiąc ściślej, temat tego numeru był nieco dziwaczny, hieroglificzny język programowania o dźwięcznej nazwie "Embrace" ("Obejmij"). Język ten miał wedle przepowiedni stać się "Esperanto" świata wirtualnej rzeczywistości. Jego twórca, młodzieniec wydalony ze szkoły średniej w Nowym Meksyku, sprzedał swoje dzieło firmie VPL Research Inc., pierwszemu koncernowi zainteresowanemu światem rzeczywistości wirtualnej. Jak się jednak okazało, fortuna którą miał w zamian za swój produkt otrzymać była również wirtualna. Wedle oceny Laniera zyskał on i stracił jednocześnie dziesiątki milionów dolarów, podczas gdy w rzeczywistości przez jego ręce nie przepłynął ani jeden cent. Mimo tego Lanier pozostał wizjonerem
Premiera rzeczywistości wirtualnej na ekranach kinowych i telewizyjnych nastąpiła w filmowym hicie z 1994 roku - "W Sieci", z Michaelem Douglasem i Demi Moore w rolach głównych. Postać, w którą wcielił się Douglas wykorzystuje technologię wirtualnej rzeczywistości, aby odszukać informacje, które mogą ocalić jego karierę. "Uzbrojony" w elektroniczną rękawicę oraz gogle bohater przeszukuje w przestrzeni wirtualnej bazę danych przedstawioną jako zwykła szafka z dokumentami. Wirtualny świat, uzyskany dzięki całej masie efektów specjalnych sprawia jednak złowieszcze wrażenie i emanuje atmosferą tajemniczości.
Potwierdzeniem teorii Laniera o przełomowej roli wirtualnej rzeczywistości jest fakt zastosowania jej w filmie "W sieci". "Zazwyczaj do filmu opowiadającego o nowoczesnych technologiach trzeba dodawać sceny o zawartości erotycznej, tak, aby zwiększyć poziom zainteresowania publiczności. W tym przypadku mieliśmy sytuację odwrotną - film erotyczny, do którego, aby przyciągnąć widzów dodano sceny wykorzystujące rzeczywistość wirtualną." Jaron Lanier ocenia jednak wizję przedstawioną w filmie jako "absurdalną".
Twierdzi on, że użytkownicy komputerów są już zbyt wykwalifikowani żeby potrzebować wirtualnej reprezentacji segregatorów. "Założenie, że użytkownicy potrzebują jedynie elektronicznych wizji obiektów rzeczywistych takich jak segregatory czy notatniki jest błędne", twierdzi Lanier. "Całym sensem istnienia rzeczywistości wirtualnej jest korzystanie z nowych możliwości wizualizacji złożonych danych. Użytkownicy pragną otrzymać narzędzia, które pozwolą wykorzystać do maksimum ich zdolność kojarzenia i zapamiętywania", mówi Lanier.
Wirtualne metropolie
W rzeczywistości Lanier przewiduje powstanie jeszcze przed rokiem 2025 masywnych, złożonych baz danych swoją formą przypominających wirtualne miasta. Takie trójwymiarowe elementy olbrzymiego miasta programista będzie mógł poznawać w ten sam sposób jak miejsce swojego zamieszkania. "Metropolie te będą bardzo skomplikowane", jak tłumaczy Lanier, "oparte nie na prostych liniach jak miasta w typowych filmach Science-Fiction, lecz wzbogacone drobnymi szczegółami, z budynkami pokrytymi różnymi teksturami, a nawet z wonią przypominającą rzeczywiste miasta.
Obecnie, mówi Lanier, miasta są najlepszym przykładem grupowego nauczania złożonych struktur. Nawet po długim okresie przebywania poza konkretnym rejonem miasta, ten kto do niego powraca, mimo złożoności i dużej liczby szczegółów, szybko przypomina sobie miejsca i sposoby poruszania się po okolicy.
W bazie danych - ale nie w uproszczonym przykładzie z filmu "W sieci", lecz w świecie rzeczywistym - takie elementy jak przepływ danych, kolejność sterowania, zależności i inne związki między obiektami będą przedstawione jako ulice. Miasto będzie w pewnym sensie płaskie, ale nie dwuwymiarowe. Znajdą się w nim bowiem wielopoziomowe przejścia podziemne. Można też będzie spojrzeć na miasto z lotu ptaka, ponieważ każda jego część wzbogacona zostanie charakterystycznymi widokami, dźwiękami, teksturami i zapachami, tak aby pomóc użytkownikom w rozpoznawaniu dużej liczby obiektów.
Informatyczni "gońcy"
Naturalnie w takim otoczeniu zadania informatyków będą musiały się dramatycznie zmienić. Lanier przewiduje drastyczną przemianę profesji informatyka powiązaną z pojawieniem się nowych stanowisk i koniecznością nabycia nowych umiejętności. "Struktura zatrudnienia w przyszłości, szczególnie na tym polu, będzie oparta na wszystkich działaniach, jakich nie da się osiągnąć za pomocą technologii sztucznej inteligencji", dodaje.
W obecnej chwili sztuczna inteligencja nie oferuje zbyt wielkich możliwości i Lanier nie spodziewa się, ażeby sytuacja wyraźnie się poprawiła w najbliższym czasie. Jeśli jednak tak się zdarzy, mówi, struktura zatrudnienia zmieni się jeszcze bardziej. Wiele aktualnych miejsc pracy zniknie i pojawi się nowa klasa specjalistów od nadzoru sztucznej inteligencji. "Jeśli sztuczna inteligencja bardzo się rozwinie, nawet te stanowiska znikną. Dla żywego człowieka nie pozostanie zbyt wiele zawodów, oprócz maklera giełdowego, czy... pracownika fizycznego", śmieje się Lanier.
Te super-skomplikowane bazy danych dostępne poprzez interfejs wirtualnej rzeczywistości będą obsługiwane przez kadrę, której zadaniem będzie poruszanie się po wirtualnych miastach i odnajdywanie informacji. Lanier porównuje ten zawód z "gońcami rowerowymi" pracującymi w dzisiejszych metropoliach. "Będą oni stanowić łącznik pomiędzy sposobem w jaki ludzie z zewnętrznego świata pamiętają dane i sposobem w jaki są one reprezentowane w mieście-bazie".
Lanier nie zgadza się z opinią, że rzeczywistość wirtualna pozwoli wszystkim użytkownikom spełniać funkcję gońców w wirtualnych miastach. Na przykład postać grana przez Douglasa w filmie "W sieci" nie potrafiłaby komunikować się z tak złożoną bazą danych. Miasta będą zbyt skomplikowane dla większości osób z zewnątrz. Zwykli ludzie nie będą mogli poruszać się po nich szybko i z łatwością. Pojawi się zatem popyt na specjalistów posiadających głęboką wiedzę o konkretnej bazie. "Złożoność będzie tak wielka, że nie wystarczy jedno wirtualne miasto zawierające bazy danych z całego świata. Będzie wiele, wiele różnych miast", przewiduje Lanier.
Czy jesteśmy skazani na pokolenie gońców rowerowych? Lanier szybko zaznacza, że jest to tylko jeden typ pracy w zakresie nowej technologii informatycznej. W innych specjalnościach przewiduje on mniej dramatyczne zmiany. Oprogramowanie przyszłości, będzie nadal "równie pogmatwane jak obecne, a więc zawsze możemy liczyć na popyt na specjalistów zajmujących się integracją dużych systemów. To będzie najprawdopodobniej najbezpieczniejsze stanowisko pracy w następnym stuleciu".
VR dla każdego?
36-letni Lanier, którego nazwisko stało się we wczesnych latach 80-tych synonimem rzeczywistości wirtualnej, nie kontynuuje już frustrujących prób skomercjalizowania rzeczywistości wirtualnej, technologii - jak sam mówi - której czas jeszcze nie nadszedł. W okresie kiedy podejmował wspomniane próby osprzęt graficzny dla komputerów nie był wystarczająco solidny i tani, ażeby mógł narodzić się nowy rynek. "I nadal na to się nie zanosi", dodaje Lanier.
Lanier-obrazoburca już od wczesnych lat młodzieńczych błądził z zadowoleniem po obrzeżach tradycyjnego myślenia, patrząc okiem wizjonera daleko w przyszłość na potencjalne możliwości komputerów. Wyrzucony ze szkoły średniej uczęszczał na kursy uniwersyteckie z matematyki i informatyki. Już od tamtych czasów Lanier z upodobaniem śledzi wpływ technologii na społeczeństwo, demokrację i ekonomię.
Stosunkowo niedawno zaczął on współpracować z niemiecką organizacją humanitarną budującą systemy komputerowe, które będą pomagać w usuwaniu min lądowych. Podstawowym wyzwaniem jest problem - w jaki sposób wykorzystać możliwości oferowane przez rzeczywistość wirtualną w celu jednoczesnej analizy danych pochodzących z różnych typów czujników do wykrywania min.
"Miny zostały specjalnie zaprogramowane w ten sposób, aby uniknąć wykrycia przez ludzi takich jak my, ludzi którzy są z wykształcenia informatykami", mówi Lanier. "Do skutecznego oczyszczenia terenu potrzebna jest nowa technologia". Praca Laniera polega na zastosowaniu rzeczywistości wirtualnej do wizualnego przedstawienia informacji pochodzących z różnych czujników. Wizualizacja ma pomóc saperom z większą efektywnością odnajdywać ukryte ładunki.
Przyszłość programowania
Podchodząc bardzo emocjonalnie do swojej krucjaty, której celem jest przekształcenie technik programowania z ezoterycznej sztuki przeznaczonej dla wybrańców, w rzemiosło dla mas, Lanier twierdzi, że techniki programistyczne muszą w XXI wieku ulec radykalnym zmianom.
"Dziś wykorzystujemy metody rozwoju oprogramowania pasujące do ery Fortranu", mówi ze zdziwieniem Lanier. Wierzy on, że istnieją dwa uzupełniające się podejścia, dzięki którym można stworzyć lepszy interfejs użytkownika oraz mechanizmy rozwoju oprogramowania. Pierwsze podejście polega na lepszej reprezentacji złożonych danych przez komputer, co pozwoli do na stworzenie wygodniejszych narzędzi do analizy i operacji na danych. Drugie podejście to wizualizacja, która poprawi interfejs na tyle, aby użytkownik mógł rozumieć, pamiętać i operować złożonymi strukturami w znacznie łatwiejszy sposób. I tu z pomocą przybywa wirtualna rzeczywistość.
Nie będzie magicznej przemiany
Zmiany będą następować bardzo powoli, "być może nawet ich nie dożyjemy", mówi Lanier. "To naprawdę stanowi duży problem. Z czasem pojawią się różne rozwiązania i będą to kolejne sukcesy lub porażki. Nie będzie magicznej przemiany, nie będzie tytułów w gazetach Dziś oprogramowanie stało się łatwe w użyciu".
Tak więc obecne pokolenie informatyków nie będzie ulegało zbyt dużym zmianom, mówi Lanier. Rewolucja (za naszych czasów) nie nastąpi z jednego prostego powodu - ważna rola informatyki w dzisiejszych czasach nie pozwoli na przeprowadzenie gwałtownych zmian w metodach pracy.
Metoda pracy zawodowych informatyków, którzy projektują bazy danych i firmowe sieci powoli zacznie jednak przypominać sposób pracy młodych ludzi, którzy dziś projektują korporacyjne strony WWW. Webmasterzy łączą umiejętności informatyczne ze zdolnościami artystycznymi.
Ale te zmiany także będą następować bardzo powoli. "Przy kruchej naturze dzisiejszego oprogramowania, zawód informatyka musi pozostać konserwatywny" . "Zmiany nie będą nadchodzić wraz z pojawianiem się nowych technologii (co byłoby dość szybko), lecz raczej w tempie uaktywniania się kolejnych pokoleń - co można uznać za powolne".
Lanier uznaje za konieczną także reformę stanowisk dyrektorskich, które coraz bardziej muszą być powiązane z szeroko pojętą technologią. Związek informatyki z zarządzaniem obecnie zawierany jest często "na siłę". Z jednej strony, systemy rzeczywistości wirtualnej powinny pozwolić dyrektorom lepiej zrozumieć potencjał technologii - "kiedy lepiej widzisz, możesz sięgnąć dalej". Jednocześnie jednak, ponieważ zwiększony poziom wizualizacji prowadzi do większego stopnia skomplikowania, zarządzający mogą mieć coraz większe problemy w opanowaniu nowych systemów. Zamiast tego, Lanier przewiduje powstanie korporacyjnej "Świętej Trójcy", gdzie dyrektor firmy, główny księgowy i główny informatyk działają na równych poziomach odpowiedzialności i każdy postrzegany będzie jako prowadzący firmę "na odrębnej płaszczyźnie".
Dla Laniera idea rzeczywistości wirtualnej nie była oparta na "Star Trek-owych" obrazach przyszłości, lecz na jasnej wizji dobrego informatyka. Wcześniej, dostrzegał on potencjał wizualizacji wielkich, złożonych baz danych w trzech wymiarach jako nadrzędną formę programowania i zapamiętywania. W teorii miało to pomagać użytkownikom zrozumieć "nieredukowalną złożoność" wielkich systemów komputerowych. Lanier wierzy, że kluczem do nauki jest środowisko - szczególnie otoczenie, w którym człowiekowi wydaje się, iż jego własne ciało jest w ruchu, tak jak w korytarzu lub na ulicy. Może jest to bardziej efektywna metoda niż pamiętanie złożonych i abstrakcyjnych związków.
Laniera nie pociąga prostota. "Dajcie mi więcej złożoności", krzyczy równocześnie się śmiejąc. Obecnie jego czas wypełnia komponowanie i granie tego co nazywa "nową muzyką klasyczną", a także pisanie, malowanie, nauczanie, a nawet kręcenie filmów. Na swojej pierwszej muzycznej płycie CD, "Instruments of Change" ("Instrumenty Zmian"), Jaron Lanier gra na dziesiątkach egzotycznych instrumentów z całego świata przy akompaniamencie konwencjonalnego pianina. Wynalazca wirtualnej rzeczywistości jest też gościnnym wykładowcą na Uniwersytecie Columbia, na wydziale informatyki, a także w New York University Tisch School of the Arts.
Glenn Rifkin [tłum. Tomasz Nidecki tonid@idg.com.pl]
Jaron Lanier. Człowiek z nigdy nie gasnącym apetytem. Osoba o imponującym wyglądzie, z przypominającymi głowę Meduzy, długimi do pasa czerwonymi dreadami, układającymi się wokół kulistego korpusu. Lanier nie zastanawia się nad wszechświatem abstrakcyjnych pojęć i teorii filozoficznych - on je "połyka w całości". Widząc przyszłość jako talerz pełen możliwości, Lanier bierze wielkie kęsy, rozkoszując się smakiem każdego z nich.
Wypełniając czas nietypowymi zajęciami, dzięki którym rozszerza swe wizje, Jaron Lanier jest chyba najbardziej zadowoloną osobą w świecie technologii XX wieku.
"Dla naszej specyficznej cywilizacji, technologia jest po prostu przygodą, wyzwaniem, naszym Dzikim Zachodem. My po prostu kochamy nowe przygody, mimo tego że przeżywając je często zostajemy poturbowani".
Jaron Lanier http://www.well.com/user/jaron/
|