newsy
 filmy
 ludzie filmu
 co na ekranach
 artykuły
 konkursy
 lista hitów
 szukaj
 linki
 
 

 e-mail
 o nas

Idol
Ocena:


recenzja

Nie wszystkim ten film się spodoba. Jedni uznają go za obraz nudny i do tego chaotyczny, inni poczują niesmak z powodu wielu gejowskich scen. Z pewnością będą tacy, którzy nie wytrzymają i wyjdą z kina. Nikt jednak nie pozostanie obojętny. „Idol” podzieli widzów na wiernych fanów i zagorzałych przeciwników.
Na początku lat siedemdziesiątych w Wielkiej Brytanii narodził się glam rock. Ulicami Londynu przechadzają się setki dziwnie wyglądających młodych ludzi. Ostry makijaż, buty na koturnach, błyszczące, kolorowe ciuchy wyróżniają fanów glam rocka od szarego tłumu. Trudna odróżnić chłopaków od ich dziewczyn. Seksualna rewolucja prowadzi do mody na bi i homoseksualizm, zacierają się granice miedzy płciami. A wszystko to za sprawą nowej muzyki i wzorów przekazywanych przez popowych idoli. Przebieranie się i ostre malowanie twarzy to bunt nie mający nic wspólnego z politycznym zaangażowaniem młodzieży poprzedniej dekady. W początkach lat siedemdziesiątych brytyjskiej młodzieży chodziło już tylko o zabawę, przyjemność i seksualne szaleństwo.
„Film jest swojego rodzaju kartką walentynkową dla Davida Bowie i Roxy Music, którzy kryją w sobie ducha glam rocka, polegającego na ubarwianiu, a nie na mówieniu prawdy” – mówi o swoim najnowszym dziele Todd Haynes. W ten sposób reżyser dystansuje się od dokumentalnego charakteru „Idola”. Bo choć bardzo wyraźnie można odczytać postacie głównych bohaterów, to ich filmowe biografie jedynie po części pokrywają się z rzeczywistymi. Największa gwiazda glam rockowej sceny w „Idolu”, Brian Slade (Jonathan Rhys Meyers) występujący pod pseudonimem Maxwell Demon to oczywiście Dawid Bowie i jego artystyczne wcielenie Ziggy Stardust. Szalony Amerykanin Curt Wild to nie kto inny jak sam Iggy Pop. Ewan McGregor, który wcielił się w tę rolę do złudzenia przypomina jednak również i innego charyzmatycznego wokalistę. Postać Curta wydaje się bowiem także ukłonem w stronę nieżyjącego już lidera grungowej „Nirvany”.
Prawdziwe zdarzenia przeplatają się w „Idolu” z zupełną fikcją. Fakty z życia Bowi’ego, Popa i innych wykonawców z tamtych lat zostały przez Haynes’a wplecione do scenariusza, stając się jego istotna częścią. Powstała więc swoista kronika tamtej epoki, podkoloryzowana wyobraźnią reżysera.
„Idol” swoją strukturą nawiązuje do słynnego „Obywatela Kane’a”. Fabuła zaczyna się od śmierci głównego bohatera, a jego życie poznajemy później z relacji bliskich mu osób. Kronikarzem zdarzeń w obu filmach jest dziennikarz starający się rozwiązać zagadkę. Podczas gdy u Orsona Welles’a chodzi o „różyczkę”- ostatnie słowo wypowiedziane przez wielkiego Kane’a na łożu śmierci, to u Todda Haynes’a dziennikarz „Heralda” ma odnaleźć samego Briana Slade’a, który przed dziesięciu laty upozorował swoje zabójstwo. Artur Stuart (Christian Bale) zaczyna więc zbierać materiały o idolu lat siedemdziesiątych, kontaktując się z pamiętającymi go osobami. Ich wspomnienia wzbogaca również swoimi, gdyż jako nastolatek, późniejszy dziennikarz „Heralda”, był chorobliwie zafascynowany Slade’em i jego biseksualnością. Losy gwiazdy poznajemy oczami byłego menedżera i ex-małżonki. Spotkanie Artura ze sfrustrowaną Mandy Slade (Tonii Collette), której nazwisko widnieje na afiszu przed wejściem do jakiegoś obskurnego kabaretu ma swój pierwowzór w scenie rozmowy dziennikarza z byłą żoną Kane’a, pozbawioną talentu śpiewaczką Susan Alexander. Obie są przegranymi kobietami, które najlepsze lata spędziły przy boku ulubieńców tłumów, same nie znaczą już teraz nic, jedynie tyle ile warte są ich wspomnienia o znanym mężu.
Obok świetnego scenariusza, wielką zaletą „Idola” jest jego strona wizualna. W osiągnięciu tego sukcesu pomagały Haynes’owi dwie kobiety. Autorka zdjęć Maryse Alberti i odpowiedzialna za kostiumy Sandy Powell. Oddanie specyficznej atmosfery tamtych czasów, kolorytu i tandetności „pawiej” mody jaka wtedy panowała jest po prostu fenomenalne i obie panie mają w tym niemały udział. Szczególnie zdjęcia z koncertów i występów na scenie zasługują na najwyższe uznanie. Estetyka nie zasłania jednak fabuły (jak u Greenaway’a), ale jest jej integralną częścią współgrając z duchem glam rocka. Zmieniające się w każdej scenie kostiumy i makijaże, w których występuje Tonii Collette są tak wyszukane i różne, że widzowie będą mieli problemy z rozpoznaniem aktorki.
Todd Haynes wykazał się również świetnym wyczuciem w doborze obsady. Jonathan Rhys Meyers i Ewan McGregor dobrze wcielili się w bożyszcza tłumów. Pierwszy pokazał delikatnego, czułego chłopca (miał zaledwie 19 lat kiedy kręcono „Idola”), ale też bezwzględnego egoistę i zblazowanego idola nastolatek. Natomiast McGregor jak zwykle był w stu procentach przekonujący. Zagrał Curta Wilda w sposób wściekły i dziki. Szaleństwa jakie wyprawiał na scenie świetnie odwzorowywały styl Iggy Popa. Rola zmanierowanej i nieco sztucznej w zachowaniu Mandy Slade była chyba najtrudniejsza. Tonii Collette poradziła sobie jednak znakomicie. Bardzo dobrze niepewnego swych upodobań seksualnych nastolatka, a potem dziennikarza zagrał Christian Bale.
Odbierany jako musical (którym do końca nie jest) „Idol” stanowi zjawisko, które nie miało precedensu w historii tego gatunku od czasu „Hair” Milosa Formana. Traktowany jako traktat o sławie (co również mija się z prawdą) film jest całkowicie odmienny od serwowanej nieustannie widzom mdławej i żenującej papki o skutkach ubocznych nadmiernej popularności. Dzieło Haynes’a jest jednym z najciekawszych obrazów ostatnich lat. Balansując momentami na krawędzi kiczu reżyserowi udało się stworzyć film zjawiskowy i z pewnością kontrowersyjny. Film, który znajdzie doczesne miejsce w historii kinematografii.
„Idol” to obraz o narodzinach, wielkości i upadku głównego bohatera filmu - glam rocka. W jednej z ostatnich scen Curt Wild mówi: „Chcieliśmy zmienić cały świat, a zmieniliśmy tylko siebie”. To samo dotyczy Charles’a Foster’a Kane’a, który owładnięty był ideą sprawiedliwości i naprawiania świata, a skończył odrzucony i samotny w swoim wielkim pałacu Xanadu. Wyjaśnienie tajemnicy w obu filmach nie ma bezpośredniego wpływu ani na bohaterów, ani na fabułę, która w tym momencie się kończy. Nikt nie odniesie z tego korzyści, nikt nie zostanie zrujnowany, nic się już nie zmieni. Zagadka jest przeznaczona tylko dla widzów, to my ją rozwiązujemy i my interpretujemy w dowolny sposób. Kto chce niech wysnuwa wnioski.

aron






lista płac

inne wiadomości

Co sądzisz o filmie?
dobry
słaby
zobacz wyniki

Wszelkie prawa zastrzeżone. cyberFILM jest serwisem
działającym pod egidą magazynu Cyber wydawanego
przez IDG Poland S.A.